• Wpisów: 712
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:37
  • Licznik odwiedzin: 15 016 / 3943 dni
 
zlemiejsce
 
Dawno mnie nie bylo. Dawno nie pisalam. W sumie to nie wiem czemu, bo nie jestem az tak zabiegana, aby nie miec czasu na napisanie jednej notki. Ale jakos tak po prostu - nie chce mi sie...
Postaram sie jednak cos napisac...
A wiec po pierwsze - włosy. Wiadomo, cale polamane, przesuszone, zniszczone na maxa, a koloru jeszcze nie zrownalam, pomimo tego, ze w ciagu dwoch tygodni rozjasnialam je 3 razy.
Na razie dalam sobie spokoj, bo nie chce zostac łysa...

Po drugie - dieta. Wiadomo, raz lepiej, raz gorzej. Ale ciezko jest mi sie ogarnac. Stoje na jednej wadze juz spory czas i nic za bardzo nie idzie w doł...
POtrzebuje jakiejs motywacji i silnej woli, bo boje sie, ze chyba spoczęłam na laurach...

Po trzecie - A. Tytul tej notki tyczy sie wlasnie jego... Nie bede opisywac tych wszystkich baletow, na ktorych w tym czasie bylam bez niego, i na ktorych robilam co chcialam.
Ja nawet sama nie wiem po co to robie i czego szukam, ale wiecznie czegos mi brakuje...
RAz bym miala nawet konkretny przypal, bo twierdzilam, ze siedze w domu, a okolo czwartej w nocy zaczelysmy z przyjaciolka dzwonic do kolegi i tak sie felernie zlozylo, ze wszytskie te polaczenia, raz ode mnie raz od kumpeli, widzial A. Az w koncu odebral, na szczescie nie ode mnie, ale od przyjaciolki. Dobrze ze tamten ziomeczek mi wszytsko sprzedal, bo inaczej to ja bym byla sprzedana. Wiadomo, A wypytywal cwanie. Myslal, ze na czyms sie na pewno potkne, ale wybrnelam z sytuacji perfekcyjnie, udajac, ze dzwonilam do tamego kolegi na prosbe mojej przyjaciolki, ktora w tym czasie byla na baletach i prosila mnie zebym do niego zadzownila, bo ona nie moze sie dodzwonic....
W moim odczuciu na 95% procent uwierzyl, bo pozniej przestal byc taki ąkły, stal sie mily i uczuciowy. Chyba sie stesknil - nie widzielismy sie wtedy tydzien czasu....
Teraz na razie jest spokoj.
Tylko ciekawe na jak dlugo. OStatni raz na baletach bylam w srode, tydzien temu i jesli mam byc szczera to dzis tez bym chetnie poszla.
Kurewsko mnie ciagnie zeby poszalec. Uwielbiam szalec i robic co chce. Byc niezalezna, miec wszystko w dupie.
I juz wiem tez, ze powinnam zerwac z A, bo z tego nie bedzie milosci, moze byc jedynie afera...
Wiem, ze to przeze mnie, ja wszystko zniszczylam.
Z moich uczuc zostalo juz niewiele, chociaz moze tak naprawde nigdy wiele ich nie bylo?
Sama nie wiem, zreszta to juz niewazne.
Wczesniej nie moglam wytrzymac dwoch dni bez napisania chociazby smsa, albo spotkania. Teraz zaczelo mi to wisiec.
Natura zdobywcy - poki nie jestem kogos pewna i nie moge go zagarnac, to walcze.
Jak juz zdobede, to przestaje mi zalezec...
Wtedy, kiedy tydzien nie widzialam sie z A,
od razu jak sie spotkalismy, spytal co robilam w srode, czy bylam na baletach. PAtrzac mu prosto w oczy, bez zadnego zająkniecia powiedzialam "NIE".
Moge klamac, wkrecac, po moich oczach i zachowaniu nigdy nikt nie pozna, czy mowie prawde, czy klamie.
Nikt mnie nie rozkmini
Nie miewam wyrzutow sumienia.
Bo tak wlasciwie to po co sie zadreczac tym co kiedys gdzies tam mialo miejsce, ale tak naprawde nic nie znaczylo?
Bynajmniej dla mnie....

Jedno wiem.
Kocham mocno, ale krótko

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

 
  •  
     
    zawsze mialam podobnie. Jak juz dostalam to co chcialam, to przestało mi zalezec.
    Ale odkąd pokochalam naprawde mocno, to sie zmieniało.